Tik-tak zegar tyka,
życie z czasem szybko zmyka,
nie wiesz kiedy, co i jak;
zniknął wczorajszy świat...
Nie pytając czas pędzi;
człowiek na wszystko zrzędzi
nie wie potem co i jak,
kiedy sens stracił świat...
Rok mija za rokiem,
życie odchodzi bokiem,
a Ty przejmujesz się do cholery,
jak trafić w wyższe sfery...
Dla pieniędzy, władzy,
ludzie całkiem z uczuć nadzy
zrobią wszytko i zabiją,
mordują, gwałcą, biją...
Nie! Dość! Się zatrzymie
w czasie, w życiu, w tej perzynie
złych myśli i złych rzeczy
zatrzymujący ciąg skeczy...
Zobaczę teczę na niebie,
łabędziem będąc ujrzę Ciebie,
na tle smutku morza i cierpienia...
Dość mam tego czasu zrzędzenia!
Zatrzymać! Zapamiętać
jedną chwilę, gdzie udręka
odpłynęła w dal szeroką,
zatopioną w czerń głęboką
odchodzi do zapomnienia...!
Odchodzą wszystkie cierpienia
i nie jestem sama w tłumie,
szukając słowa w kłamstw szumie...
Gdzieś między obłokami
nie będąc tam sami,
życia zegar zatrzymamy...
Tymczasem nie przegramy
tego, co ważnę naprawdę...
I powiadam wam zaprawdę:
nie szukamy życia wiele,
tylko chwili, gdzie niewiele
posiadając mamy wszystko....
Szumi potok, lśni ognisko
i czuję, że ta chwila
będzie zawsze we mnie żyła...
19 lutego 2008
15 lutego 2008
Po śmierci...
Chwila mija, może nie
na sercu mojego dnie,
zrodziło się dziwne uczucie,
najczarniejsze z czarnych przeczucie...
Po śmierci nic nie ma,
religia to ściema...
Rodzisz się film się zaczyna,
umierasz koniec i nic ni ma.
Filmu koniec bez kontynuacji,
koniec filmu bez wariacji,
bo tam zamiast heppy endu,
życie wyprowadza Ciebie z błędu:
ciemność tylko, tylko ciemność...
Ze strony Boga to bezczelność;
czemu wszystko na co liczyć możemy,
co pewne i wiemy, że tego nie zmieninmy,
to pewność, że kiedyś nas nie będzie
ani tu, ani wszędzie...?
na sercu mojego dnie,
zrodziło się dziwne uczucie,
najczarniejsze z czarnych przeczucie...
Po śmierci nic nie ma,
religia to ściema...
Rodzisz się film się zaczyna,
umierasz koniec i nic ni ma.
Filmu koniec bez kontynuacji,
koniec filmu bez wariacji,
bo tam zamiast heppy endu,
życie wyprowadza Ciebie z błędu:
ciemność tylko, tylko ciemność...
Ze strony Boga to bezczelność;
czemu wszystko na co liczyć możemy,
co pewne i wiemy, że tego nie zmieninmy,
to pewność, że kiedyś nas nie będzie
ani tu, ani wszędzie...?
12 lutego 2008
Szarość...
Na szarych ulicach
są szarzy ludzie...
W szarym powietrzu
unosi się rytm
szarych słów...
W szarych ubraniach
posępne twarze
chwytają znaczenie
głosów odbitych
od szarego asfaltu
i szarych domów, gdzie
szare postacie
zajęte szarymi sprawami
szarej codzienności...
Stop!
Popatrz w tęcze
nad szarą chmurą z pieca
elektrowni
i oddaj się marzeniom
przez chwilkę krótką...
są szarzy ludzie...
W szarym powietrzu
unosi się rytm
szarych słów...
W szarych ubraniach
posępne twarze
chwytają znaczenie
głosów odbitych
od szarego asfaltu
i szarych domów, gdzie
szare postacie
zajęte szarymi sprawami
szarej codzienności...
Stop!
Popatrz w tęcze
nad szarą chmurą z pieca
elektrowni
i oddaj się marzeniom
przez chwilkę krótką...
Nie warto...
Nie warto marzyć...
Szukać kolorów
na czarno-białym ekranie
życia...
Bo marzenia mijają,
a szrość powraca
zamieniona w
czerń...
10 lutego 2008
Walka
Walczyć będę,
choćby krwią przypłacić trzeba...
Walczyć będę
o to co daję mi nadzieje,
o to w co wierzę...
Nikt mi nie wmówi,
nikt mnie nie przekona,
że serce może się mylić.
Serce czasem żle widzi sytuacje,
ale jeśli wszystko wskazuję za,
dlaczego mam wierzyć słowom?
Tylko słowom?
Zero argumentów,
zero zrozumienia...
Nie myśl, że przekonasz mnie łatwo,
że racja nie po mojej stronie...
Nie!
Będę walczyć,
choćby walka była ciężka,
choćby krew miała się lać,
choćby ktoś się miał obrazić...
Będę walczyć
o własne ideały...
Będę...
O nie jedne walczyć wolno...
O nie jedne walczyć trzeba...
choćby krwią przypłacić trzeba...
Walczyć będę
o to co daję mi nadzieje,
o to w co wierzę...
Nikt mi nie wmówi,
nikt mnie nie przekona,
że serce może się mylić.
Serce czasem żle widzi sytuacje,
ale jeśli wszystko wskazuję za,
dlaczego mam wierzyć słowom?
Tylko słowom?
Zero argumentów,
zero zrozumienia...
Nie myśl, że przekonasz mnie łatwo,
że racja nie po mojej stronie...
Nie!
Będę walczyć,
choćby walka była ciężka,
choćby krew miała się lać,
choćby ktoś się miał obrazić...
Będę walczyć
o własne ideały...
Będę...
O nie jedne walczyć wolno...
O nie jedne walczyć trzeba...
9 lutego 2008
Recepta na nieznośnego pacjenta...
Kiedy coś Ci doskwiera,
ciągle poniża,
gdzieś ma twe uczucia
to właśnie dla Ciebie jest ta recepta...
Bierzemy miłość własną,
trochę honoru przodków,
trochę złości na pasożyta
i mówimy dość temu...
Bierzemy szczyptę sarkazmu,
garść złych wspomnień,
zawiedzonych nadziei
i delikwent już na schodach...
Bierzemy urażoną dumę,
poniżane uczucia,
spoglądamy w oczy
i mówimy: SIO!
Nie dajmy się poniżać,
wykorzystywać,
nie dajmy nazywać siebie
przyjacielem
osobie,
która przychodzi tylko
w potrzebie...
Nie dajmy wykorzystywać
uczuć,
nerwów,
bezinteresowności,
by kiedyś nie móc
spojrzeć w twarz
z obrzydzeniem
na innego człowieka...
ciągle poniża,
gdzieś ma twe uczucia
to właśnie dla Ciebie jest ta recepta...
Bierzemy miłość własną,
trochę honoru przodków,
trochę złości na pasożyta
i mówimy dość temu...
Bierzemy szczyptę sarkazmu,
garść złych wspomnień,
zawiedzonych nadziei
i delikwent już na schodach...
Bierzemy urażoną dumę,
poniżane uczucia,
spoglądamy w oczy
i mówimy: SIO!
Nie dajmy się poniżać,
wykorzystywać,
nie dajmy nazywać siebie
przyjacielem
osobie,
która przychodzi tylko
w potrzebie...
Nie dajmy wykorzystywać
uczuć,
nerwów,
bezinteresowności,
by kiedyś nie móc
spojrzeć w twarz
z obrzydzeniem
na innego człowieka...
(dedykacja: dla Ani...)
7 lutego 2008
Maska
Nie wiem kim jestem,
czy jeszcze sobą...
Wśród dechu westchnień
przed obcą osobą
udaje dobre maniery...
A w mym świecie własnym
bliżej mi do siekiery,
niż zmieścić się w kanon ciasny.
Dlaczego mam być
maską na duszy,
która nie chce już tak żyć...
Ustrzelę Boga z kuszy
i zapytam: "Dlaczego?"...
W ocazh są łzy
bo czy zrobiłam coś tak złego,
że muszę udawać jak wy?
czy jeszcze sobą...
Wśród dechu westchnień
przed obcą osobą
udaje dobre maniery...
A w mym świecie własnym
bliżej mi do siekiery,
niż zmieścić się w kanon ciasny.
Dlaczego mam być
maską na duszy,
która nie chce już tak żyć...
Ustrzelę Boga z kuszy
i zapytam: "Dlaczego?"...
W ocazh są łzy
bo czy zrobiłam coś tak złego,
że muszę udawać jak wy?
6 lutego 2008
Dość!
Dość mam bredni
dorosłych,
kórzy uważają,
że są mądrzejsi,
niż młodsi
niż Ci,
którzy siedzą w temacie....
Dość ma pierdolenia:
jam same wady,
nie mam zalety...
Jeśli nie masz to czemu
się chwalisz,
czemu narzekasz
a nic nie robisz?!
Dość mam być za maską
tego co wypada,
czego inni oczekują
ode mnie...
Dość!
Wyjdę na ulicę
w samym szlafroku,
usiądę na jezdni,
na zimnym betenie
i namaluje marzenie:
latające słonie,
gwiazdy na niemie
i hasło życia:
DOŚĆ BYCIA INNYM,
BĘDĘ SOBĄ JUŻ ZAWSZE...
dorosłych,
kórzy uważają,
że są mądrzejsi,
niż młodsi
niż Ci,
którzy siedzą w temacie....
Dość ma pierdolenia:
jam same wady,
nie mam zalety...
Jeśli nie masz to czemu
się chwalisz,
czemu narzekasz
a nic nie robisz?!
Dość mam być za maską
tego co wypada,
czego inni oczekują
ode mnie...
Dość!
Wyjdę na ulicę
w samym szlafroku,
usiądę na jezdni,
na zimnym betenie
i namaluje marzenie:
latające słonie,
gwiazdy na niemie
i hasło życia:
DOŚĆ BYCIA INNYM,
BĘDĘ SOBĄ JUŻ ZAWSZE...
5 lutego 2008
"Życie jest teatrem..."
Nad tablicą w klasie
napis-hasło do polaka:
"Życie jest teatrem,
aktorami ludzie"...
I nagle fikcja literacka,
na języku przerabiana,
miesz się z rzeczywistością,
czasem upojnych chwil,
czasem kłamstw,
czasem masek...
Spoglądam na Ciebie
i nawet nie wiem
czy smucisz się,
czy zmęczona życiem
już jesteś...
Spogldam na siebie
i nawet nie wiem
czy gram szczęście,
czy już czuje
wmówione w siebie...
Spoglądam na niego
i nawet nie wiem
czy kocha,
czu udaje miłość,
bo to cool...
Spoglądam na nią
i nawet nie wiem
czy śmieje się z żartu,
czy śmieje się z siebie
udającego coś...
Spoglądam na nich
i nawet nie wiem
czy mówią szczerze,
czy tylko udają
rozmowę...
Spoglądam na was
i nawet nie wiem
czy płaczecie, bo umarł,
czy dlatego,że nie ma was
w testamencie...
Spoglądam na nas,
spoglądam na świat
i już wiem,
że wszystko jest iluzją,
a w sercach nie ma czegoś
dobrego,
życzliwego,
prawdziwego...
A wszystko jest iluzją,
a aktorami ludzie...
3 lutego 2008
Bajki...
Zamknięte umysły
wołają o radę:
Co zrobić
aby marzyć,
co zrobić
aby śnić,
co zrobić
aby wolnym być...?
Co zrobić?
Czy jest na to rada?
Czy da się wrócić
do beztroskich dni?
Czy można być kimś
kto marzy?
Rada prosta,
zwykła szara,
trzeba dzieckiem być
choć trochę
trzeba dziecięcymi
marzeniami śnić...
Lecz jak na to się odwarzyć?
Czy może się zdarzyć,
że na ulicy spotkamu dziecko
o dorosłych rysach?
Czy jesteśmy gotowi
rzucić nasz doczesny świat
i iść za głosem serca?
Nie...
Nie można...
Nie powinno...
Jak wyglądać to ma...
Normalnie...
Bierzesz starą książkę,
zakurzoną
z półki,
zakurzonej
i czytasz Bajki.
A potem Bajek świat
woła otwórz się
bądź sobą,
w życiu pieniądze nie są dobrem
najwyższym
tylko miłość się liczy,
tylko przyjaźń się liczy,
tylko dobro się liczy a nie zło...
Lecz durny człowiek mówi nie
i wyrzuca Bajki w kąt,
licząc pieniądze...
wołają o radę:
Co zrobić
aby marzyć,
co zrobić
aby śnić,
co zrobić
aby wolnym być...?
Co zrobić?
Czy jest na to rada?
Czy da się wrócić
do beztroskich dni?
Czy można być kimś
kto marzy?
Rada prosta,
zwykła szara,
trzeba dzieckiem być
choć trochę
trzeba dziecięcymi
marzeniami śnić...
Lecz jak na to się odwarzyć?
Czy może się zdarzyć,
że na ulicy spotkamu dziecko
o dorosłych rysach?
Czy jesteśmy gotowi
rzucić nasz doczesny świat
i iść za głosem serca?
Nie...
Nie można...
Nie powinno...
Jak wyglądać to ma...
Normalnie...
Bierzesz starą książkę,
zakurzoną
z półki,
zakurzonej
i czytasz Bajki.
A potem Bajek świat
woła otwórz się
bądź sobą,
w życiu pieniądze nie są dobrem
najwyższym
tylko miłość się liczy,
tylko przyjaźń się liczy,
tylko dobro się liczy a nie zło...
Lecz durny człowiek mówi nie
i wyrzuca Bajki w kąt,
licząc pieniądze...
1 lutego 2008
Niespełnione marzenia
Marzysz
o szczęściu,
o pieniądzach.
o miłości...
Marzysz
o cieple,
o przyjaźni,
miłym słowie...
Marzę
o chwili samotności,
domku z ogródkiem,
gdzieś na uboczu,
gdzie świat jest inny...
Taki normalny...
I w którym spełniają się
wołania serca...
o szczęściu,
o pieniądzach.
o miłości...
Lecz szczęścia nie ma,
ciągle ucieka
przez szpary smutku
ucieka przez palce
pokrytymi łzami...
Uśmich nigdy na twej twarzy
nie jest gościem,
kiedy szukasz miłości
na śmietniku,
nie mogąc zapomnieć
o nim.
Lecz go już nie ma
odszedł...
Nie do innej,
ale do jej pieniędzy...
Marzysz
o cieple,
o przyjaźni,
miłym słowie...
Lecz ciepło nie ogrzeje
serca jak lód,
które zamarzło pod urokiem
mamony.
Szukasz jeszcze na świecie,
ostatkiem sił,
przyjaciela.
Nie możesz go znaleźć...
Dla Ciebie wszyscy to złodzieje,
nieznajomi
wykorzystujący Ciebie...
Ranisz słowami,
więc ranią i twe serce...
Marzę
o chwili samotności,
domku z ogródkiem,
gdzieś na uboczu,
gdzie świat jest inny...
Taki normalny...
I w którym spełniają się
wołania serca...
Odjazdy...
odjechał ojciec
od swych dzieci
odjechała matka
w siną dal
odjechała cóka
po której znikł ślad
odjechał syn
aby szukać szczęścia
odjechał przyjaciel
zostało tylko jego gg
odjechał chłopak
do innej
odjechał brat
za pieniędzmi
odjechała siostra
by pracować w burdelu
odjechał dzidek
w kaniemiołomach pracować
odjechał sąsiad
aby zapomnieć
odjechał gość
oślepiony blaskiem Zachodu....
a na końcu
odjechał Polak
ostatni
do Irlandii
pracować....
od swych dzieci
odjechała matka
w siną dal
odjechała cóka
po której znikł ślad
odjechał syn
aby szukać szczęścia
odjechał przyjaciel
zostało tylko jego gg
odjechał chłopak
do innej
odjechał brat
za pieniędzmi
odjechała siostra
by pracować w burdelu
odjechał dzidek
w kaniemiołomach pracować
odjechał sąsiad
aby zapomnieć
odjechał gość
oślepiony blaskiem Zachodu....
a na końcu
odjechał Polak
ostatni
do Irlandii
pracować....
nie ma powrotu
zbyt dużo się działo
za bardzo serce zapomniało
o ojczyźnie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)